To nie ma co dumać. Robota jest względnie prosta. Zakasuj rękawy - dwa dni i masz zrobione.
Kupujesz środek do usuwania lakierów i jakiś miękki skrobak - tym usuniesz lakier. Jak chcesz usunąć kolor to już może być trudniej (terpentyna i inne takie), ale w przemysłowo robionych osadach kolor i tak zejdzie podczas szlifowania - warstwa jest minimalna.
Potem papierki ścierne i koniecznie klocki do szlifowania (okrągły i płaski) żeby nie zniszczyć krawędzi i płaszczyzn. Zależnie od stanu wyjściowego zaczynasz jakimś grubszym papierem i schodzisz niżej - jak dojdziesz do 800 to robisz "wodowanie" i ponowne szlifowanie.
Z tymi gradacjami to tylko zgrubne wskazówki. Zależnie od tego jak bardzo chcesz mieć ładnie i jak twarde drewno możesz zakończyć na papierze 400-600 (takie dość zgrubne wykończenie, ale już przyzwoite) lub zejść nawet do 1200/2000 (opcja dla masochistów tudzież perfekcjonistów

).
Po drodze (okolice papierów 400-800) nie zapominamy o wypełniaczu porów - najlepiej kupić gotowy w odpowiednim kolorze, ale można zrobić samemu - najlepiej z własnych wiórów ze szlifowania wcześniejszymi gradacjami.
Potem bejca - nie stosowałem więc się nie wypowiem. Bejca moim zdaniem to nieporozumienie - uwielbiam naturalny kolor drewna, ewentualnie zmieniony tylko olejowaniem.
Olejowanie to już sama przyjemność. Ja używałem tych od Pietruszki. Ale wielu kolegów używa tych z marketów (polecany był 3V3). Olej podkreśli usłojenie i przyciemni drewno. Z czasem jak będzie polimeryzował to jeszcze zżółknie - kolor drewna ociepli się znacznie. Trzeba to wziąć pod uwagę jeśli chcemy uzyskać konkretny efekt kolorystyczny bo wówczas bejca może być konieczna.